Gwyneth

Opowiadania Niezaprzeczalnie Dobre

Harfa




Rozdział 02

Pewnej mroźnej nocy na zamek diuka Kornwalii przybył zakapturzony człowiek. Poprosił o łyżkę strawy i kroplę wina. Przyjęto go z należytą uprzejmością, pozwolono rozgrzać członki przy ogniu, a nawet spędzić noc w komnatach.

Ujęty gościną, nieznajomy pragnął okazać swoją wdzięczność. Z futerału, który zawczasu położył blisko ognia, wydobył piękną harfę z brzozowego drewna. Ledwie jego palce dotknęły strun, gdy na słuchaczy padł czar. Zapomnieli o świecie, na którym przyszło im żyć, o bólu i codziennych troskach. W tej godzinie istniała tylko przecudna pieśń harfy, godna uszu samego Najwyższego Króla.

Natenczas władca Kornwalii osobiście stanął przed przybyszem i powitał go w swym imieniu. Harfista skłonił się nisko i przedstawił jako Anyon, bard Irlandii. Ulegając uprzejmym prośbom, Anyon zgodził się spędzić kilka dni na dworze. Odtąd stał się ulubieńcem księcia i jego rodziny.

Szczególnymi względami darzyła go Difyr, najstarsza z cór diuka. Była jasnowłosa i delikatna, o cerze gładkiej niczym płatki kwiatów. Całymi dniami słuchała gry Anyona, a gdy przerywał, jej piękna twarz lśniła od łez. Kiedy harfista oznajmił, że czas mu ruszać w dalszą drogę, wpadła w wielką rozpacz. Diuk niemal błagał go, by został i pojął ją za żonę, Anyon był jednak nieugięty. Władca Kornwalii przeklął go i wygnał poza granice swych ziem.

Bard długo błąkał się samotnie po gościńcach. Czasem w karczmie zarobił na nocleg, grając żywe, ludowe melodie. Chłopi podśpiewali wtedy sprośne piosenki i poklepywali go po plecach, częstując piwem i zupą. Zazwyczaj jednak harfista sypiał pod gołym niebem i żywił się ptakami złowionymi w sieci. Wtedy ciemność nocy rozjaśniały mu rozmowy ze strunami ukochanej harfy; albowiem Anyon oddał jej serce i poza nią nie uznawał innej pani, prócz Bogini Matki.

Po wielu trudach bard stanął przed bramą zamku pana Devonu. Tam przywitano go uprzejmie, choć trochę chłodno. Kiedy jednak harfa zabrzmiała czarowną muzyką, zachwycony książę chętnie przyjął mistrza w gościnę. Zaoferował mu wygody, o jakich Anyon dotychczas tylko marzył, w zamian prosząc o dożywotnią służbę na dworze. Bard odmówił twierdząc, że jedynym zwierzchnikiem nad nim jest Bogini. Wtedy książę wpadł w gniew i wygnał go ze swej domeny.

I znów Anyon podróżował po kraju, mając za towarzyszkę jedynie jasną harfę zdobioną runicznymi znakami. Zima podążała krok w krok śladem jego zdrożonych stóp, zatrzymał się więc w kraju Somerset i tam, na dworze władcy, zapragnął czekać wiosny.

Zdolnego barda przywitano radośnie, ofiarowując mu miejsce przy książęcym tronie, piękne szaty i powabne niewiasty. On jednak, wiernie oddany swej harfie, jedynie dla niej miał czułość i pieszczoty zręcznych palców. Nawet wspaniałe córki księcia nie zdołały podbić jego serca, choć traktował je z szacunkiem i darzył przyjaźnią. Przyjaźń stopniała jednak wraz ze śniegiem na wiosnę i przeklinany Anyon znów ruszył w drogę.


- Nie rozumiem – wysoki głosik odbił się od ścian komnaty. Dziewczęta drgnęły; zdążyły przywyknąć do jedwabistego altu harfistki i ostry ton wyrwał je z zasłuchania. – Dlaczego za krnąbrność żaden z wielkich panów nie pozbawił go głowy?

- Ponieważ wtedy przestrzegano jeszcze świętych zasad gościnności – odrzekła harfistka spokojnie, skrzętnie maskując nutkę poirytowania w głosie. Nie lubiła, gdy przerywano jej opowieści. – Ponadto barda chronią moce świata w postaci Bogów tudzież cielesnego Merlina Brytanii. Nikt nie odważyłby się podnieść na niego ręki.

- A jednak dał się wygnać, mimo boskich popleczników – dziecko nie dawało za wygraną. Harfistka uśmiechnęła się do własnych wspomnień.

- Ponieważ Anyon był człowiekiem mądrym i wiedział, że prawo obejmuje ludzi, a nie sztylety ostrzone za ich plecami...




× × ×

← rodział poprzedni Δ

× × ×

Δ rodział następny →
· Opowiadania ·



¥ Kai Fist - Strona główna ¥