Rozdział 03
Pewnej nocy, kiedy niebo usiane było klejnotami gwiazd, a złoty miesiąc stał w pełni, na gościńcu zabrzmiał tętent kopyt. Bard przerwał grę i na chwilę wstrzymał oddech. Po tym, jak jeździec zeskoczył z siodła, Anyon poznał, że był lekki i zwinny niczym kobieta. W istocie, niebawem powietrze przeszył czysty, dziewczęcy głos.
- Szukałam cię, mistrzu – powiedziała, zbliżając się do barda. Leniwie podniósł na nią spojrzenie i chwilę oceniał. Odetchnął z ulgą. Z pewnością nie była zabójcą nasłanym przez któregoś z zawistnych władyków. A gdyby, z tym dzieckiem poradziłby sobie jedną ręką.
Dziewczyna była rzeczywiście niewielka. Jej chłopięcej sylwetce wiele brakowało do uznanych wzorców piękna. Włosy miała ciemne i proste, niewprawnie przycięte po męsku, prawdopodobnie przez nią samą. Odziana była w lnianą tunikę i wełniane bryczesy. Przez kościste ramię zwieszała się ciepła peleryna. Dziewczyna uśmiechała się niepewnie, acz sympatycznie i wlepiała w barda niesamowitej wielkości oczy.
- Mogę usiąść? – spytała cichutko. Anyon przyzwalająco kiwnął głową. – Nazywam się Elaine – dziewczyna opadła na ziemię i zaczęła rozcierać zmarznięte palce przy dogasającym ogniu.
- Czego ode mnie oczekujesz? – odezwał się Anyon, czerpiąc ponurą satysfakcję z jej zawstydzenia. Jak oczekiwał, spłoniła się i spuściła oczy. Zaraz jednak podniosła je i tym razem usłyszał coś, czego się nie spodziewał.
- Z całego serca pragnę, byś wziął mnie na naukę – rzekła z taką mocą, jakby od tego zależało całe jej życie.
- W istocie, zależało – harfistka odchyliła się na krześle i utkwiła spojrzenie w żarze paleniska. Zamilkła i dziewczęta obawiały się, że usnęła. W końcu z jej piersi dało się słyszeć długie westchnienie i kobieta pochyliła się, sięgając po harfę. Żadna z dziewcząt nie mogła tego zobaczyć, poznały jednak dźwięki towarzyszące dotykaniu kluczy i lekkiemu trącaniu strun. Wkrótce komnatę wypełniły słodkie tony. Harfistka wplotła w nie melodyjny głos, snując nim dalej swoją opowieść.
|