Gwyneth |
|||
Harfa | |||
Rozdział 04Wtedy, w nocy, pierwszy raz dłoń kobiety dotknęła ukochanej harfy Anyona. I choć Elaine od czasu do czasu wydobywała z niej fałszywe dźwięki, jej muzyka była piękna i natchniona. Serce barda drgnęło, a oczy zamgliły się łzami. Fale dźwięków tańczyły w jego duszy, jakby Elaine grała na strunach splecionych z najpiękniejszych uczuć. Kiedy skończyła, wzruszenie odebrało mu głos. Zastanawiał się, czy i jego gra wywołuje podobne uczucia i doszedł do wniosku, że tak. On był przecież lepszym bardem, miał wprawę i kunszt, których jej brakowało. To wątłe dziecko było jednak utalentowane i pewnego dnia potrafiłoby zagrać z równą mu doskonałością. Anyon stwierdził, że kształtowanie Elaine sprawi mu przyjemność. Od tej pory stali się nierozłączni. Wędrowali od dworu do dworu, grając na przemian i zyskując przychylność wielkich. Kiedy odchodzili, ich imiona popadały jednak w niepamięć. Wciąż ścigani byli przekleństwami, choć nigdy nie okazały się od nich szybsze i Elaine śmiała się z tego. Czy ludzie naprawdę wierzyli, że Bogowie przeklną własne sługi? Kiedy w trasie obozowali pod gołym niebem, Anyon zdradzał podopiecznej sekrety swego mistrzostwa. Z początku cieszył się jej bystrością, bowiem niczego nie musiał powtarzać dwa razy. Później jednak zaczęła narastać w nim zazdrość. Dziewczyna miała przepiękny głos, a jej palce szybko stawały się sprawniejsze niż jego. Bard jednakże tłumił w sobie złe uczucia. Wiedział, że każda pieśń jest jednocześnie darem od i dla Bogini. Bluźnierstwem byłoby pozbawiać Matkę usługującej jej córki. Tak więc nadal uczył Elaine, a ona, niepomna walki, jaką w sobie toczył, odwdzięczała się opieką i serdecznością. Zdarzyła się taka noc, kiedy dręczona brakiem snu Elaine sięgnęła po sosnową harfę i zaczęła grać. Ciche, łagodne dźwięki rozbrzmiewały wśród leśnych ostępów, dotykały każdej żywej istoty i porywały dusze. Dotarły również do obozu myśliwych, gdzie ich czarowi uległ pełniący straż młodzieniec. Wołano go Match, albowiem był krzepki i silny jak sam król puszczy. Skuszony słodką melodią, Match ukradkiem opuścił towarzyszy i wyruszył na poszukiwanie grającego. Tymczasem Anyon zbudził się. Nie uniósł powiek udając, że nadal śpi. W rzeczywistości jednak cały gniew i zawiść, do tej pory tłumione, teraz wypełniły go i pulsowały w skroniach. Pierwszy raz poczuł do kogoś prawdziwą nienawiść, a tym kimś była Elaine, dotykająca jego ukochanej harfy lepiej niż on sam. Zaślepiony zazdrością, Anyon nie postradał jednak rozumu. Poczekał, aż dziewczynę ogarnie znużenie i dopiero gdy jej oddech uspokoił się, bard przystąpił do działania. Spod poduszki wyciągnął mały sztylet i ostrożnie podpełzł do Elaine. Jej delikatna dłoń spoczywała na kocach, co bardzo ułatwiało mu zadanie. Ocenił grubość białych palców i z satysfakcją stwierdził, że jednym pociągnięciem zdoła przeciąć dwa. Wystarczająco, by już nigdy nie zagrała na harfie. Już miał dotknąć ostrzem jej skóry, kiedy dziewczyna zamrugała i spojrzała na niego nieco mętnym wzrokiem. Po chwili rozpoznała kim jest i uśmiechnęła się lekko. Nie spostrzegła noża w dłoni Anyona. Szybko schował go za siebie, choć i tak czuł, że sam wyraz twarzy zdradza jego niedoszłe zamiary. Elaine musiała je jednak błędnie odczytać, bo oplotła mu szyję rękoma i łagodnie przyciągnęła do siebie. Poddawał się jej woli niczym w transie. Świat stał się mgłą, istniała tylko ona, ciepła i chętna. Jej duże oczy lśniły niczym księżycowe jeziora, ciemne brwi jak ptaki unosiły się na białym nieboskłonie czoła. Zgrabny, lekko zadarty nosek przypominał o figlarności, natomiast usta, pełne i rumiane niczym dojrzałe jagody, były tak kobiece, że Anyon nie potrafił im się oprzeć. Kiedy tylko jego wargi poczuły słodycz pocałunku, ciałem wstrząsnął potworny ból. Oczy barda rozszerzyły się z przerażenia, a Elaine poczuła w ustach żelazisty smak krwi. Kiedy opadł na nią całym ciężarem, dziewczyna na chwilę straciła oddech. Przed oczami zamajaczyły jej kolorowe światełka, z których jedno było jaśniejsze od pozostałych. Spostrzegła, że wolno zsuwa się po kocu. Odruchowo sięgnęła ręką i poczuła chłodną stal sztyletu. Broczące krwią ciało zaczęło się unosić. Elaine ujrzała nad sobą szeroki, ciemny tors. Zamachnęła się i z całej siły wraziła w niego sztylet. Usłyszała stękniecie, po czym odgłos upadku. Resztkami sił zepchnęła z siebie rannego Anyona i uklękła przy nim. Kątem oka ujrzała leżącego obok młodzieńca o twarzy wykrzywionej dziwnym grymasem, jakby umierał pełen zdziwienia. Nie poświęciła mu jednak uwagi. Bard łapczywie chwytał powietrze i po każdym oddechu krztusił się. Dziewczyna wiedziała, że jego rana jest śmiertelna. Kiedyś przysięgła sobie jednak nie płakać na oczach innych ludzi. Z trudem wykrzywiła wargi w czyms, co miało przypominać troskliwy uśmiech. Jedyna miłość, jakiej mogła doświadczyć, narodziła się bowiem i skonała tej nocy. | |||
× × ×← rodział poprzedni Δ |
× × ×Δ rodział następny → | ||
|
· Opowiadania · ¥ Kai Fist - Strona główna ¥ | |||