Gwyneth |
|||
Szkocka Ballada | |||
Rozdział 01Słońce chyliło się ku zachodowi. Ciepłe, pomarańczowe promienie tańczyły w rudych włosach stojącej na wzgórzu dziewczyny. Muireall na co dzień nosiła ludową suknię z szarym stanem i spódnicą tkaną w szkocką kratę. Bracia przyglądali się temu z ukosa, choć nie protestowali. Od kiedy obowiązki gospodyni dworu spadły na dwunastoletnie dziecko posturą przypominające dziewięciolatka, pozwolono na pewne odstępstwa od reguły. W ciągu ostatnich czterech lat Mohr przeszła swoistą metamorfozę. Jej drobne ciało nabrało kształtów, umysł dojrzał, język wyostrzył się niczym szkocki claymore. Przestała być sierotką, nad którą litował się byle kuchta. Zmieniła się w zaradną księżniczkę potrafiącą postawić na swoim. Zdumieni, acz ukontentowani bracia spostrzegli, że ich wpływy we dworze maleją z każdym dniem. Zdziwiliby się daleko bardziej widząc, jak każdy z nich bezwiednie łamie zakaz uczenia kobiety ‘męskich zajęć’. Na bystrą Mohr bowiem słowo ‘zakaz’ działało jak rozżarzone żeliwo na byczka. Trzy lata starszy Morgan, zachęcany jej słodkimi prośbami, zapamiętale odtwarzał Muireall walki z hibernijskimi rabusiami. Bliźniak Morgana – Firth radził jej, jak zniechęcać natrętnych zalotników przy użyciu sprzętów gospodarstwa domowego. Z drugim w kolejności starszeństwa, Iomhairem, strzelała z łuku pod pretekstem hazardu. Najstarszy brat, Luthias, uczył ją strategii w szachach, najmłodszy Kennan – cierpliwości. Jazdy konnej nauczyła się Mohr sama. Setki upadków i tysiące sińców zaowocowały w iście mistrzowskich umiejętnościach. Swojego konia, hebanowego ogierka Keira, dostała od narzeczonego z okazji pierwszego spotkania. Nie pokochała żadnego z nich. Keir był zbyt narowisty, Gowan zbyt dumny. Obu jednak przyjęła, uznając to za najlepsze z możliwych rozwiązań. Trudno uwierzyć, że od jej zaręczyn minęły już trzy lata. Trzykroć zboża zakwitły, dojrzały i zbierano plony. Niedługo Samhain, święto przełomu jesieni i zimy. Na ten dzień planowano zaślubiny Muireall i Gowana. Dziewczyna wzdrygnęła się mimowolnie. To wiatr, wmawiała sobie zwykle. To chłód komnaty, poranek, nadejście wieczora. Przecież nie mogła się bać. | |||
|
|
× × ×Δ rodział następny → | ||
|
· Opowiadania · ¥ Kai Fist - Strona główna ¥ | |||