Gwyneth |
|||
Szkocka Ballada | |||
Rozdział 05Udział w grzybobraniu wyprosiła u przywódcy razem z Aili. Początkowo był temu przeciwny. Twierdził, że jej miejsce jest wśród służby, nie w dziczy. Opowiedziała mu o przyzwyczajeniach wyniesionych z dworu zmarłego ojca, o pozwoleniu na wkładanie szkockiej sukni przyozdobionej jednym jedynym złotym haftem. Wyraźnie urosła w jego oczach. Podarował jej ciepły płaszcz z siwej wełny i kazał uważać na siebie. Im obu oczywiście. Aili zasypała go pocałunkami. Młody Artair nie odstępował ich ani na krok. Twierdził, że księżniczki nie powinny wędrować po lesie bez strażnika. Siostra kpiła z niego cały czas; Muireall robiło się przykro z powodu jego rumieńców. Chciała zwrócić Aili uwagę, czuła jednak, że jej nie wypada. Grzybów było naprawdę sporo i kosze dziewcząt napełniały się szybko. Kiedy Aili spostrzegła, że jej złote kurki rozsypują się wokół, pobiegła wrzucić je na stojący w punkcie zbornym wóz. Muireall i Artair zostali w głębi lasu – dziewczyna trafiła na dąbrówkę pełną borowików. Kiedy Aili znikła miedzy drzewami, Artair ukląkł przed Mohr i ujął jej rękę. Zaskoczona, wpierw próbowała wyrwać się z uścisku. Jedno spojrzenie w stalowe oczy chłopca sprawiło jednak, że zamarła w bezruchu. Ujrzała coś, czego nie spodziewała się znaleźć – pożądanie. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że mały Artair jest kilka lat starszy od niej. I, oczywiście, z chłopca zdążył zmienić się w mężczyznę. Słuchała jakby zaklęta, gdy szeptał litanię o miłości, wspólnym domu i dzieciach. Był ze wszech miar różny od Gowana. Żywiołowy, szczery, otwarty. Pełen szlachetności i młodzieńczego uporu. Posągowo piękny, stanowił obiekt westchnień obozowych niewiast od podlotków po dojrzałe kobiety. I z nich wszystkich wybrał właśnie ją. Muireall z ciężkim sercem musiała go jednak odrzucić. Nie dlatego, że czuła się w obowiązku zachowania wierności narzeczonemu. Nie ze strachu przed ojcem Artaira, który najpewniej sprzeciwiłby się podobnemu związkowi. Zrobiła to, bo chciała choć raz zadecydować zgodnie z głosem serca. A ono podpowiadało jej, by wyjawiła prawdę. Nie kochała klęczącego przed nią, drżącego z tłumionego szlochu chłopca. Zasługiwał na kogoś innego. Ona zresztą też. Gdy wrócili do punktu zbornego, nie miała w koszu ani jednego borowika. Towarzyszący jej Artair beznamiętnie odpowiadał na kąśliwe zaczepki Aili. Dziewczynka szybko dała za wygraną; nawet ona czuła, że stało się coś nieprzyjemnego. Drogę do domu przebyli w milczeniu, Artair dwa kroki za dziewczętami. Pierwsza i jedyna porażka w życiu zdawała się pogrążać go w bezdennej rozpaczy. Mohr znała podobne przypadki i wiedziała, że za kilka dni jego smutek minie. Mimo wszystko, czuła się źle. Miała poczucie winy. Do końca dnia zaszyła się w namiocie. Przyjęła jedynie przywódcę obozu, który przyszedł spytać o jej zdrowie. Rozmawiali chwilę na błahe tematy; pytał o braci i zainteresowania, o przyjaźń z Aili. Mohr ze zdumieniem spostrzegła, że w słowach i zachowaniu przypominał bardziej młodego mężczyznę niż starca. Broda dodawała mu więcej lat, niż można było przypuszczać. Po jego odejściu długo jeszcze czuła ciepło rozlewające się w okolicach serca. Znalazła pokrewną duszę, człowieka mogącego zostać jej przyjacielem. Nigdy dotąd nie miała prawdziwych przyjaciół. | |||
× × ×← rodział poprzedni Δ |
× × ×Δ rodział następny → | ||
|
· Opowiadania · ¥ Kai Fist - Strona główna ¥ | |||