Gwyneth |
|||
Szkocka Ballada | |||
Rozdział 06Nauczysz mnie tańczyć? – pytała Aili, biegając wokół Mohr niosącej wiadro wody. Dziewczyna westchnęła. Kiedy udawała się do pobliskiego źródła, nie zauważyła podążającej za nią ukradkiem Aili. Skuszona samotnością i ptasim śpiewem zadarła suknię i wykonała kilka podskoków, marnie imitujących pozycje Ceilidh. Od tamtej pory zamęczana była nawałnicą próśb. Widząc kłopoty Muireall, przywódca obozu chciał przyjść jej z pomocą. Zrezygnował szybko dowiedziawszy się, co jest powodem natręctwa córki. Sam wymógł na dziewczynie obietnicę nauki tańca, choć zdecydowanie bardziej zależałoby mu na ujrzeniu jej tańczącej niż uczącej. Mohr mogła oczywiście odmówić, ale... Stanęły na skraju polany, z dala od namiotów i innych ludzi. One dwie, kilka jasnych dziewcząt, paru zaciekawionych chłopców i przywódca. Muireall z godną pozazdroszczenia cierpliwością powtarzała krok Highland Schottische, aż wszystkie jej uczennice wykonały go w miarę poprawnie. Potem spacerowała miedzy nimi, zwracając uwagę na pozycje stóp, poprawiając błędy i chwaląc prawidłowe postawy. Pod wieczór wszystkie panny skakały wdzięcznie do melodii wygrywanej na chłopskiej fletni. Mohr wycofała się ostrożnie. Miała dość rozkrzyczanej młodzieży, potrzebowała chwili odpoczynku. Skryła się za pierwszą linią drzew i długo spacerowała wokół polany, obserwując ogniki i wsłuchując się w odległe ludzkie głosy. Nie zauważyła nawet, kiedy zrobiło się całkiem ciemno. Spłoszona okrzykiem jednego z leśnych zwierząt wybiegła na polanę. Przystanęła po chwili, dziwiąc się własną reakcją. Nie była bojaźliwa, jednak dźwięk przyprawił ją o ciarki. Przełamując strach odwróciła się i spojrzała w kierunku lasu. Niemal natychmiast przypadła do ziemi. W ciemnościach poruszało się kilka ludzkich sylwetek. Wstrzymując oddech ze strachu, Mohr patrzyła, jak przesyłają sobie świetlne sygnały rozżarzonymi gałązkami. Choć zakrawało to na cud, nie została zauważona. Do najbliższego namiotu było dość blisko. W połowie na czworakach, w połowie na brzuchu Muireall pełzła ku płonącemu przed nim ognisku. Starała się być jednocześnie cicha i szybka, co wobec ogarniającej ją paniki nie było łatwe. Wydawało jej się, że minęły wieki zanim dotarła do celu. Przysiadła nieco poza kręgiem światła, po czym wstała. Bała się, by nie zrobić tego zbyt spiesznie. Chwiejnie ruszyła przed siebie. Niewyraźnym uśmiechem odpowiedziała na kilka pozdrowień, kiwnęła głową Aili grającej w kości z dziewczynką w podobnym wieku. Szła prosto do namiotu przywódcy. Broniący wejścia strażnicy nie robili trudności, gdy spostrzegli trupią bladość jej twarzy. Gwałtownym ruchem rozsunęła czerwoną materię i wkroczyła do środka. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jest tu po raz pierwszy. Z ciekawością powiodła wzrokiem po wnętrzu namiotu, zapominając na chwilę o celu wizyty. Kwaterę wodza urządzono wygodnie, choć bez przepychu. Drobne meble, przystosowane do konnego transportu, pokrywały bogato tkane serwety. Podłogę zaścielał miękki dywan, w którym drobne stopy Mohr zapadały się po kostki. Wewnętrzne ściany namiotu pokryto drobnym haftem – srebrna nić układała się w batalistyczne sceny z antycznych legend. Naprzeciw wejścia stało dębowe biurko, za którym siedział gospodarz. Muireall zmrużyła oczy. Z zewnątrz namiot wydał jej się nieco dłuższy. Wywnioskowała, że za pierwszą ścianką kryje się następna komora. Kiedy przywódca podniósł się z miejsca, Mohr spłonęła rumieńcem. Miała wrażenie, że stoi tak już od dłuższego czasu. W rzeczywistości minęło zaledwie kilka sekund. Drżącym głosem opowiedziała o ludziach czających się w lesie. Przywódca spochmurniał wyraźnie. Nakazał jej zachować spokój i kłaść się spać. Zanim wyszła spytał jeszcze, czy ma broń. Spojrzała na niego niewinnie i pokręciła głową. Poprosił ją, by zaczekała. Otworzył jedną z rzeźbionych skrzyń i chwilę oceniał wzrokiem jej zawartość. Po chwili wyciągnął pięknej roboty claymore, długi na półtorej ramienia. Z lekkim wahaniem podał dziewczynie, a ona schwyciła go z taką wprawą, jakby od dzieciństwa nie zajmowała się niczym innym. Muireall nie zmrużyła oka do rana. Bladym świtem wyszła z namiotu, opatulona w trzy warstwy koców. Przebywszy kilka kroków spostrzegła przywódcę obozu, w zamyśleniu wpatrującego się w ścianę lasu. Dłonie opierał na rękojeści dwuręcznego miecza. Muireall pomyślała, że mocno zbudowany mężczyzna musi być straszliwym przeciwnikiem w walce. Uśmiechnęła się i bezszelestnie zawróciła do namiotu. Nie chciała mu przeszkadzać. Uspokojona nieco, zdołała jeszcze zasnąć. Śniła o walce, krwi i potężnym rycerzu, zasłaniającym ją własną piersią... | |||
× × ×← rodział poprzedni Δ |
× × ×Δ rodział następny → | ||
|
· Opowiadania · ¥ Kai Fist - Strona główna ¥ | |||