Gwyneth |
|||
Szkocka Ballada | |||
Rozdział 07Na marach czuła, jak płonące żagwie ocierają się o jej skórę. Nozdrza wypełnił zapach gorejących włosów. Muireall zerwała się z posłania. Coś rzeczywiście się paliło. Kłęby gryzącego dymu uderzyły ją w twarz, gdy odsłoniła wejście do namiotu. Nic nie było widać. Wróciła do środka i za posłaniem wymacała rękojeść miecza. Postanowiła czekać na to, co stanie się dalej. W oddali ktoś krzyczał przeraźliwie. Mohr drgnęła. Znała ten piskliwy, dziecięcy głos. To Aili. Targana niepokojem wyskoczyła z namiotu. Krztusiła się i biegła na oślep, a krzyk zmieszany ze szczękiem stali wibrował jej w uszach. Nie widziała walczących, choć niejednokrotnie była tak blisko, by słyszeć ich chrapliwe oddechy. W miarę jak oddalała się od ognisk, dym wokół niej rzedł zauważalnie. Niemal pijana z bezdechu, Mohr głęboko wciągnęła powietrze. Rozejrzała się szukając Aili. Dostrzegła przed sobą poruszenie – kilku mężczyzn szamotało się z piszczącą dziewczynką, klnąc przy tym w angielskim dialekcie. Bez zastanowienia Muireall skoczyła ku nim z krzykiem i uniesionym mieczem. Zaskoczyła ich. Przez chwilę oblicza mężczyzn przykrył grymas lęku. Kiedy spostrzegli, że jest sama, zaśmiali się rubasznie. Jeden z nich dobył pordzewiałej klingi i ruszył w jej kierunku. Odruchowo cofnęła się. Mężczyzna oblizał łakomie wargi, licząc na łatwy kąsek. Nagle zachrypiał, jakby złapał go atak kaszlu. Twarz ścięła się przerażeniem, z ust pociekła stróżka krwi. Zachwiał się i padł na ziemię. W plecach tkwił mu srebrny sztylet z klejnotem w kształcie herbu. Artair otarł pot z czoła. Trzech barczystych mężczyzn zbliżało się do niego ostrożnie, jakby był dzikim zwierzem. Mohr potrząsnęła głową. Wiedziała, że powinna stanąć u jego boku, choć nigdy nie walczyła prawdziwym orężem z prawdziwym przeciwnikiem. Tym razem znalazła w sobie dość odwagi. Uśmiechnęła się do młodzieńca, stając z nim ramię w ramię. Odwzajemnił uśmiech. Ciosy posypały się jeden za drugim. Muireall nie bardzo zdawała sobie sprawę z tego, co robi. Usłyszała stłumiony głos Artaira polecający jej uwolnić Aili. Zręcznie zanurkowała pod ramieniem jednego z przeciwników i cięła na odlew kogoś stojącego za nim. Poczuła zapach ciepłej krwi. Zebrało jej się na mdłości. Ostatni z mężczyzn został, by trzymać dziecko. Gdy zobaczył pędzącą ku niemu dziewczynę, jednym skokiem zerwał się z miejsca. Z wierzgającą Aili nie mógł być szybszy. Mohr dopadła go, a wściekłość w jej oczach gorzała jasnym blaskiem. Uderzyła mocno, niemal wykręcając sobie rękę. Mężczyzna z łatwością odparł ten cios, a także kilka innych, zadanych równie szybko i bezładnie. Spostrzegł, że ma do czynienia z niedoświadczonym szermierzem. Kilkoma sztychami zepchnął dziewczynę na skraj lasu. Potknęła się o wystający korzeń i upadła. Pewny swego mężczyzna uniósł miecz, zamierzając ciąć silnie ku dołowi. W połowie drogi jego ostrze straciło impet. Mohr nie zamierzała biernie czekać, aż zostanie zachlastania i przejechała claymorem po nogach przeciwnika. Zawył z bólu, zapominając o prowadzonym ciosie. Mohr odbiła jego miecz ręką. Na czoło spłynęły jej krople własnej krwi. Zanim mężczyzna zdołał otrząsnąć się z szoku, Muireall wbiła mu klingę w brzuch. Zawył jeszcze, po czym umilkł na dobre. Dziewczyna wyszarpnęła okrwawioną broń ze spoczywającego u jej stóp ciała. Rozejrzała się niespokojnie. Wokół panowała niczym nie zmącona cisza. Jej spojrzenie padło na małą, skuloną postać przycupniętą obok leżącego człowieka. Podbiegła do niej. Aili podniosła zapłakane oczy i wskazała na brata. Mohr z trudem stłumiła szloch. Głęboka rana w piersi Artaira już nie krwawiła. Dziewczyna kucnęła i łagodnie zamknęła oczy chłopca. | |||
× × ×← rodział poprzedni Δ |
× × ×Δ rodział następny → | ||
|
· Opowiadania · ¥ Kai Fist - Strona główna ¥ | |||