Gwyneth |
|||
Szkocka Ballada | |||
Rozdział 08Kazała Aili wspiąć się na najwyższe drzewo, jakie znajdzie i czekać nadejścia pomocy. Dziewczynka błagała ją, by nie odchodziła, Mohr jednak musiała iść. W obozie został jeszcze ktoś, na kim jej zależało. Z nadzieją, ale i przerażeniem spostrzegła, że bitwa dobiega końca. Już tylko kilku Szkotów związanych było walką. Starała się przeskakiwać nad ciałami poległych, kilka razy zdeptała coś, co wydało nieprzyjemny chrzęst i rozpłynęło się w kałuży krwi. Mohr wolała nie oglądać się za siebie. Spostrzegła go w oddali, z trudem odbijającego ciosy dwóch mężów w zielonych czepcach. Ramieniem uciskał bok, z którego sączyła się krew. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że nie zdąży przyjść mu z pomocą. Przerażenie ścisnęło jej serce i padła na kolana. Pod prawą nogą poczuła coś twardego. Odruchowo sięgnęła dłonią. Wyczuła wąski, gładki drzewiec i napiętą nić z końskiego włosia. Branwyn, bogini ukochana! Łuk! Mohr zerwała się na równe nogi i rozejrzała za kołczanem. Spoczywał nieopodal, wciąż przymocowany do pleców angielskiego łucznika. Ostrożnie wyciągnęła kilka strzał i jedną założyła na cięciwę. Trzęsły jej się ręce, nie wycelowała dokładnie. Strzała świsnęła nad głowami walczących. Jeden z napastników powiódł za nią wzrokiem i miecz przywódcy rozciął mu udo. Lekki uśmiech Muireall ustąpił miejsca masce skupienia. Kolejny pocisk zahaczył o beret drugiego Anglika. Teraz i on stracił nieco pewności w walce. Było to jednak wciąż zbyt mało, by uchronić przywódcę. Cięciwa zabrzęczała po raz trzeci. Mohr zaśmiała się głośno widząc, jak człowiek stojący bliżej chwieje się i pada z czaszką przeszytą drzewcem strzały. Nie minęła chwila, gdy jego towarzysz dołączył do niego w krainie wiecznych łowów. Mohr w podskokach pokonała przestrzeń dzielącą ją od przywódcy obozu. Podziękował łamiącym się głosem. Uśmiech zniekształcił mu grymas bólu. Padł na ziemię, ciężko dysząc. Prowizorycznie opatrzyła mu rany, ani słowem nie wspominając o losie Artaira. Wydawało jej się, że mimo wszystko wie o tym. Nonsens, pomyślała. W jaki sposób miałby się domyślić? Wkrótce znalazło ich kilku mieszkańców obozu. W jednym z nich Mohr rozpoznała młodzieńca, który pierwszy powitał ją wśród banitów. To właśnie on opowiadał teraz o bohaterskiej śmierci księcia w obronie siostry. Przywódca słuchał bez zdziwienia. Potem lekko zmienionym głosem zwrócił się do Muireall: - Jestem ci wdzięczny, że byłaś przy nim, gdy walczył i ginął. Odpowiedziała skinieniem głowy. Nie zauważyła, że opowieść młodego Szkota nie wspomniała o niej ani słowem. | |||
× × ×← rodział poprzedni Δ |
× × ×Δ rodział następny → | ||
|
· Opowiadania · ¥ Kai Fist - Strona główna ¥ | |||