Gwyneth

Opowiadania Niezaprzeczalnie Dobre

Szkocka Ballada




Rozdział 09

Siedziały przy nim cały czas, Aili za dnia, Muireall nocami. Sypiał niespokojnie i krótko. Kiedy zrywał z siebie pled, cierpliwie przykrywały go, bolejąc nad zmienioną cierpieniem twarzą. Wydawał się teraz bardzo, bardzo stary.

Po napadzie Anglików obóz przestał być miłym, przytulnym miejscem. Sytuacja stała się bardzo ciężka. Nie było rodziny, która nie straciłaby kogoś tamtego ranka. Panowała ogólna żałoba. Większość zimowych zapasów spłonęło, zwierzęta uciekły lub zostały zabite.

Kilku zaradniejszych Szkotów starało się zaprowadzić względny porządek. Po pochowaniu zmarłych i wzniesieniu kurhanów, kierowali ludzi do budowy schronień. W pierwszej kolejności postawiono chatę wodza i jego dwóch opiekunek. Praca szła sprawnie, zwłaszcza że zima deptała im po piętach.

Jeden z młodych chłopców wrócił z lasu w towarzystwie stada owiec. Przywitany został ciepło i od razu awansował na głównego pasterza. Dziewczęta spędzały dnie na zbieraniu grzybów. Starsze kobiety tkały koce, skarpety i płaszcze.

Wszyscy starali się jak mogli i choć każdy wiedział, że to nie wystarczy, nikt nie mówił o tym głośno. Nadzieja stanowiła ich klucz do życia. Nie mogło jej zabraknąć.

Muireall myślała o tym, przecierając czoło chorego mokrą szmatką. Widziała jak starsi patrzyli po sobie, kiedy pytała ich o szanse wodza. Według nich ktoś z taką raną nie mógł przeżyć. Mohr jednak codziennie wznosiła modły do Branwyn i wierzyła. Bogini raz już go ocaliła. Tym razem też nie pozwoli mu umrzeć.




× × ×

← rodział poprzedni Δ

× × ×

Δ rodział następny →
· Opowiadania ·



¥ Kai Fist - Strona główna ¥