Gwyneth

Opowiadania Niezaprzeczalnie Dobre

Szkocka Ballada




Rozdział 10

Pewnego wyjątkowo chłodnego wieczora Muireall usłyszała tętent kopyt. Zaniepokojona wyszła przed chatę, gdzie czekał już na nią mały chłopiec. Pochyliła się i z przerażeniem wysłuchała bezładnych słów. Poleciła mu obudzić Aili i zaryglować drzwi od środka. Zamierzała jeszcze wrócić po miecz, gdy czyjś silny głos osadził ją w miejscu. Wyprostowała się, chcąc dumnie wystąpić przeciw agresorom. Nie miała już nic do stracenia.

Zdziwiła się, gdy z gromady jeźdźców dobiegły ją podniecone szepty. ‘To Muireall’ – wyłowiła jeden z nich. ‘To naprawdę Mohr’.

Kilku mężczyzn zeskoczyło z siodeł i podbiegło do niej. Po kolei brali ją w ramiona, a ona ze wzruszeniem rozpoznawała w nich swoich braci. Iomhair, Firth i Morhan, Luthias i mały Kennan prześcigali się w czułościach. Kiedy minęła pierwsza euforia, najstarszy z rodzeństwa poprosił o ciszę. Ujął obie dłonie Mohr i spojrzał jej w oczy. W świetle ognia błyszczały jak gwiazdy.

Powiedział, że Gowan zrezygnował z niej i wycofał się z umowy o małżeństwo. Po otrzymaniu listu z żądaniem okupu stwierdził, że ogier Keir wart jest połowy wymaganej od niego sumy i jeśli chcą, mogą go sprzedać. Bracia nie zrobili tego. Koń stał się elementem przetargowym i przyjechał razem z nimi. Mohr rozpoznała go od razu – bił kopytami i parskał w ciemnościach. Uśmiechnęła się krzywo.

Luthias mówił, że przyjechali z pieniędzmi, by zabrać ją do domu. Nie będzie już musiała ukrywać się w lasach jak dzikuska. Po tych słowach z chaty wodza dał się słyszeć spazmatyczny płacz. Chwilę później drzwi rozwarły się i wypadła z nich Aili – łzy jak grochy płynęły jej po twarzy. Objęła Mohr tak mocno, jakby spodziewała się, że ta zaraz zniknie. Dziewczyna pogładziła jej jasne włosy.

Przedstawiła ją jako córkę przywódcy Szkockich banitów i jego młodą spadkobierczynię. Bracia rozejrzeli się wokół. Jeśli spadkiem było kilka szałasów, paru ludzi i garstka beczących owiec, dziewczynka miała marne szanse na przeżycie w głuszy.

Mohr wprowadziła ich do chaty. Przyłapała chłopca na wyjadaniu orzechów ze stołu. Zrobiła groźną minę i kazała mu oporządzić konie podróżnych. Malec ukłonił się spiesznie i już go nie było.

Aili zajęła się gośćmi. Odkryła w nich podobieństwo do Mohr i to wystarczyło, by zyskali jej sympatię. Muireall natomiast udała się do komory, w której leżał chory wódz. Nie spał, a jego zmęczona twarz wydawała się wyjątkowo łagodna. Bezgłośnie spytał ją, czy to już. Skinęła głową i uśmiechnęła się do niego. Odwzajemnił uśmiech.

Zarówno bracia, jak i córka wodza wstrzymali oddechy, gdy chwilę później opowiadała im o swoich planach. Zapadła cisza. Nikt nie odważył się zadać pytania, które musiało być zadane. Wreszcie Kennan podniósł się z miejsca. Nigdy dotąd nie wyglądał tak poważnie jak w tej chwili.

- Jesteś pewna, siostrzyczko? – spytał łagodnie. Jego przechodzący mutację głos zabrzmiał teraz tak grubo, że Mohr drgnęła. Do złudzenia przypominał baryton ojca.

- Tak – odrzekła prosto, nie mogąc zdobyć się na więcej z powodu ściśniętego gardła. Kennan wyciągnął do niej ramiona i przygarnął do siebie. Inni po kolei poszli w jego ślady.




× × ×

← rodział poprzedni Δ

× × ×

Δ rodział następny →
· Opowiadania ·



¥ Kai Fist - Strona główna ¥