Kai Fist

Opowiadania Niezaprzeczalnie Dobre

Popo




Popo

Walcząc o oddech, Popo wskoczył na dach niewielkiego ogrodowego chlewka przylegającego do o wiele większego budynku.

Słyszał kroki goniących. Wiedział, że z tego miejsca nie ma już szans na ucieczkę. Rozległy się strzały, nie słyszał ich odgłosów, ale czuł, że coś z powietrzem wokół jest nie tak. Wtenczas dach, na którym stał, zarwał się. Popo spadł w dół, jednakże nic mu się nie stało. W kącie leżał pistolet. Chwycił go, i nim zdążył dobrze wycelować, broń sama wystrzeliła. Znów nie usłyszał huku. Widział tylko dziurę w murze, która powstała właśnie od tegoż wystrzału. Rozległ się głos.

- Odłóż to...

Popo grzecznie pozbył się zardzewiałego przedmiotu kładąc go w tym samym kącie, w którym leżał uprzednio. Chlewek ogarnęły płomienie, w ciągu kilku chwil ściany się zawaliły. Bandyci znikli. Popo otrzepał kurz z ramienia i poszedł do miasta.

W ręku trzymał wizytówkę. Tak, szedł do banku, żeby złożyć comiesięczny podpis na jakimś tam dokumencie. Był już wczoraj, ale pan Sawo musiał wyjść gdzieś tam, sekretarka powiedziała, że wszyscy petenci mają przyjść jutro. Minął główne szklane duże wejściowe drzwi, następnie skręcił w lewo, przeszedł przez mniejsze, potem po schodach udał się na piętro.

Wąskim korytarzem doszedł do drugich drzwi po lewej stronie, podniósł piąstkę do drzwi, żeby zapukać. Lecz w ostatniej chwili się opamiętał. To nie te drzwi. Wczoraj była tu tabliczka z napisem pan Sawo, dziś już wisiała inna.

Zaczął więc Popo szukać po innych drzwiach i korytarzach. Troszkę było mu głupio i troszkę się bał, że nie zdąży się podpisać. Postanowił też zajrzeć na wyższe piętro, nigdy tam nie był. O ile schody z parteru na piętro były całkiem zwyczajne, to te z piętra na piętro wyżej były wykonane z drzewa, lakierowane na ciemno.

Popo bał się dotykać poręczy, żeby nie pobrudzić błyszczącej powierzchni. Gdy zbliżył się do góry, zobaczył coś. Zamurowało go. W wielkim pomieszczeniu stało duże łoże z baldachimem. Baldachim widział tylko na obrazkach. A tu stał taki prawdziwy. Na brzegu łoża siedział mężczyzna. Nie widział Popo, gdyż był zwrócony do niego plecami.

Słuchał wypowiedzi innego mężczyzny leżącego pod przykryciem z zielonej materii. Mówił on nieznanym językiem. I tak jak urzekł swoją mądrością siedzącą sylwetkę, tak i urzekł Popo swoim lekkim i brzmiącym głosem.

Popo stał, nie mógł oddychać. W momencie, gdy wypuścił powietrze, siedzący mężczyzna odwrócił się i spojrzał od niechcenia. Popo poczuł się głupio, zarumienił. Serce zaczęło mocniej bić. I w takim stanie powoli, nie zakłócając ciszy zszedł z powrotem na dół.

Poszedł do tych drzwi, na których wisiała kiedyś tabliczka z napisem pan Sawo. Pełen odwagi zapukał i nie czekając na odpowiedź wszedł po pokoju. Za biurkiem siedział mężczyzna.

- słucham
- miałem przyjść złożyć podpis
- a do kogo
- do pana Sawo, miał tu dziś być
- nie ma
- jak to nie ma
- nie ma, wyjechał
- a kiedy wróci
- nieprędko
- jak to nieprędko, a gdzie pojechał
- w interesach
- a gdzie
- nie wiadomo
- jak to nie wiadomo, wczoraj mówili, że ma dziś być
- kto mówił
- sekretarka
- jaka sekretarka
- ta, co była wczoraj
- tu nie ma sekretarek
- jak to
- nie pracują
- a od kiedy
- od wczoraj
- nie rozumiem... a pan nie może tego podpisu... przyjąć
- nie, tylko osoba do tego upoważniona może
- a kto jest tym do tego upoważniony
- każda osoba wyznaczona przez dyrektora
- a pan może być upoważniony
- mogę
- a może pan coś takiego zdobyć
- nie, bo nie ma dyrektora
- iii? to co mam teraz zrobić
- najlepiej złożyć podanie
- a gdzie można wzór zdobyć
- na dole, tam wszystko mają...

Popo nic nie powiedziawszy więcej wyszedł z pomieszczenia. Skierował się do wyjścia.

Jedne drzwi po drodze były nie zamknięte. Ulotnym spojrzeniem zobaczył kilka osób. Mężczyzna siedział przy stole i czytał gazetę, Kobieta kroiła zielone warzywa, a jakaś osóbka stała tyłem i właśnie się schylała. Nic w tym dziwnego, gdyby nie były to najzgrabniejsze nóżki i tyłeczek, jaki Popo kiedykolwiek w swoim życiu widział.

Takie piękne i delikatne, niewinne i kruche. Idealne. Pomyśleć, że tylko cienkie jedwabne majteczki okalały niewielką część ciała. Nie widział twarzyczki tej osóbki, a widok zaczynał się powoli zamazywać. Bał się wrócić i spojrzeć jeszcze raz. Cofnąć się czy nie? Popo się w końcu przełamał, i udając, że czegoś szuka, powoli zaczął się skradać. Gdy tylko wyjrzał zza krawędzi drzwi, usłyszał:

- słucham, krzyknął mężczyzna z gazetą, w czym pomóc
- echhhee, szukam pana Sawo...
- nie znam
- ...ale go nie znalazłem... teraz szukam wzoru podania
- to nie tu, proszę iść gdzie indziej, a najlepiej... a niech pan stąd już idzie precz

Popo zaczerwieniony szybko pobiegł do schodów, opętany zleciał na dół. Ale cichutko śmiał się pod nosem. Przez ten cały czas krótkiej rozmowy zdążył jeszcze raz przyjrzeć się tym anielskim nóżkom i temu niesłychanemu tyłeczkowi.

Zapomniał o podaniach. Co go obchodzą te papiery. Miał przyjść po podpis, to przyszedł, a że nie ma pana Sawo, to już nie jego wina. Tuż przed szklanymi drzwiami minęły go dwie młode wicedyrektorki.

- Mam to wszystko w dupie! - krzyknął

Panie się uśmiechnęły i poszły dalej przeglądając papiery. Popo wyszedł przed budynek. Spojrzał w niebo. Właśnie przeleciała kafka. Szczęścia lub pech chciało, że Popo został najzwyczajniej w świecie obsrany przez ptaka. Nic to, powiedział. Sięgnął po chusteczkę, żeby wytrzeć zapaćkane ramię. Przeszedł kilka kroków, i przez to, że był zajęty czyszczeniem, nie zauważył nadjeżdżającej lokomotywy. Zdążył tylko odwrócić głowę i powiedzieć...

- Wierzę w Anioły.

Zamknął oczy i nic nie poczuł.
Nie miał już oczu.
Biedny Popo.




 

× × ×

Δ Popo, Bal →
· Opowiadania ·



¥ Kai Fist - Strona główna ¥