Kai Fist

Opowiadania Niezaprzeczalnie Dobre

Popo




Wakacje

Zza drzewa wyłoniła się tajemnicza postać. Był nim mężczyzna o lukrowych, świecących ustach. Zaś jego oczodoły wydawały się być dwiema wielkimi plamami. Jak gdyby ich posiadacz, do mycia twarzy zamiast wody używał roztartych fusów po kawie. Może dlatego jego spojrzenie wywołało tak wielki efekt.

Popo struchlał i zaczął rozglądać się za jakimś miejscem do ukrycia. Ale nawet drzewo, zza którego wyszedł nieznajomy gdzieś przepadło. Chciał już odwrócić się na pięcie i uciekać byle jak najdalej. Już gotów był nawet oddać wszystko co posiada w kieszeniach. A były to między innymi jego ulubione miętuski, ale w ostatniej chwili dziwna postać odezwała się ukazując perłowe ząbki.

- witaj Popo
- dzień dobry
- co tak się martwisz
- a nic
- może ci pomóc
- nie
- na pewno
- aha

Popo nie za bardzo wiedział co się dzieje, nagle zrobiło się zielono i poczuł zapach świerków. Starał uspokoić swój oddech, ale mimo wszystko, ciężko mu było wdychać i wydychać te krystalicznie czyste powietrze.

Nieznajomy znów się odezwał. Wypowiadał każde słowo z wielkim pietyzmem i subtelnością.

- może usiądź sobie i odpocznij
- dobrze
- to na pewno dobrze ci zrobi

I tak też się stało. Od razu poczuł się lepiej. Ten nieznajomy to bardzo dobry gość - pomyślał sobie Popo. W myślach się zbierał, by spytać go o imię. Już otwierał usta, by wydobyć zręcznie sklecone zdanie, gdy towarzysz odezwał się pierwszy.

- muszę lecieć

Popo oszołomiony nie zdążył nawet mrugnąć okiem. Nic to - pomyślał. Może jeszcze kiedyś pogadamy.

Zrobiło się strasznie ciepło. Jak nic pogoda na kąpiel w jeziorku. Zebrał więc ręcznik oraz małą buteleczkę zimnego soku i kilka paczek ciasteczek. Załadował do plecaka i w przeciągu kilku wyśpiewanych piosenek dotarł na plażę. Niemal wszystkie możliwe miejsca były zajęte. Na szczęście udało mu się znaleźć mały skraweczek, na którym mógłby się zmieścić. Niepokojący był jednak tłum ludzi w wodzie, nie za bardzo można było się tam wcisnąć i sobie popływać.

Nie zdążył się jeszcze rozłożyć i rozpakować, gdy podeszła do niego skromna piękna dziewczyna. Jej powiewające czarne włosy błyskały w promieniach słońca. A oczka wydawały się śpiewać najpiękniejsze piosenki jakie Popo tylko znał.

- będziesz moim chłopakiem
- ja
- aha
- jak to
- chcę mieć chłopaka i tyle
- ale
- nie ma żadnego ale
- ja nie wiem co mam robić
- masz się tylko mnie słuchać
- słuchać
- od tego są przecież chłopcy
- dobra
- no to chodź
- gdzie
- postawisz mi najpierw lody

Popo bardzo się ucieszył, gdyż obca osoba obdarzyła go takim zaufaniem i odpowiedzialnością. Nie każdy przecież może być chłopakiem takiej cudownej dziewczyny.

Chwilę potem już spacerowali chodniczkiem wzdłuż plaży. Nieopodal w lesie widać było igraszki pomarańczo-czarnych młodych tygrysów. Zaś na niebie błyskały skrzydła kolorowych motyli. Popo, jak przystało na dobrze wychowanego dżentelmena poprosił by jego dziewczyna usiadła na ławce pod parasolem, podczas gdy on skoczy po lody.

Poprosił panią w budce o dwie największe i najsmaczniejsze porcje, jakie tylko były. Z wielką radością wrócił by podarować jedną ukochanej.

Osłupiał na widok jaki mu się ukazał. Jego przyjaciółka nie była już sama. Siedziała w objęciach wysokiego blondyna. Podszedł jednak do niej i podarował obiecany smakołyk.

Wielkie dzięki - powiedziała - wiesz, chyba sam nie będziesz jadł swojej porcji, może oddasz ją mojemu koledze, będzie nam milej.

Popo się zgodził, cóż innego miał zrobić. Przecież nie mógł odmówić. Z żalem tylko popatrzył jak odchodzą ściskając się za ręce.

Nic to.

Zaraz też szybko pobiegł z powrotem na plażę. Wszyscy ludzie wyszli z wody, przy okazji depcząc i niszcząc wszystkie jego rzeczy. Ale przynajmniej w wodzie było pusto. Wskoczył więc w mig i zaczął się taplać.

Nagle przed twarzą wyłonił się wielgachny rekin. Popo chciał krzyknąć i uciekać, ale już na to nie było czasu. Zadał więc swoją małą piąstką silny cios, niemal tak potężny jak uderzenie boksera.

Rekinowi zrobiło się chyba głupio, bo natychmiast odpłynął.

Natychmiast masa ludzi rzuciła się w jego stronę z różnymi okrzykami. Zapewne chcieli mu podziękować, że przepłoszył ogromną bestię straszącą zarówno małe dzieci jaki i wielkich siłaczy.

Jednak tłum szybko go minął, pozostawiając w spokoju.

Popo poczuł się zmęczony, nawet słońce już zachodziło za horyzontem. Wspomniał jeszcze tylko spotkanego pana z lukrowymi ustami i poszedł spać.




   
· Opowiadania ·



¥ Kai Fist - Strona główna ¥