Kala Pęczkowska

Opowiadania Niezaprzeczalnie Dobre

Nimfy, Bogowie i Ludzie




Rozdział 06

Powódź trwała aż do dnia kiedy to wielka Biała Pani zawitała do wioski.Liście z drzew już uścieliły czarną ziemię( bądź zatonęły w rozległych wodach rzeczki) a i ptaki co poniektóre odleciały na posilenie do krain za wielką wodą będących. Tak też ludziska czekały w chatach na cieplejsze dni.

Chłopy za wiele czynić nie musiały. Jeno odgarniać tunele śniegowe, co by z chaty do chaty przejść można było. Baby gotowały, trochę przędły i trochę supły z owczego runa wiązały. W ogólności spokój błogi zapanował. Bogi wszytkie też na odpoczynek poszły. Nimfy nie śpiewały po nocach ( bo mróz był przeraźliwy) a Wielka Biała Pani niczego od ludzi raczej nie chciała.

Tak, więc dni snuły się i dłużyły wielce. Ranek budził się późno a ciemniało za wczasu. Dziatwa radosna przygarnęła trzy dziwadła z tamtych zrodzone a i baby jakąś więź mateczną poczuły.

W jednej z chat gość mieszkał od miesięcy dwóch. Biedaczysko dalej iść nie mógł a bo to woda zalała wszytko, to znów śniegi zasypały. Chłop ów trudził się glinianym rzemiosłem. Przytaszczył ze sobą na garnców robienie, koło co kręcić trza było. Dziw był to nad dziwy. Jeno znali to wszyscy z opowieści innych to też strachać się im nie trza było.

Chłop od garnców niby uczony wielce miał być, znał wiosek wiele i w grodzie też był. Walczył z ludźmi- wilkami, niby to dał im radę, z Perunem pogawędki sobie ucinał a i dogadać się z obcymi źekomo umiał. Ale bajdurzenie to jeno było, bo kiedy chłopy go uraczyły fermentem ze zgniłych jagód, jużeści jęzor mu się rozsupłał i jużeści gadania innego przybyło. Wszytkie jego przygody okazały się czczą paplaniną ale i coś pożytecznego chłopy dowiedzieć się zdołały.
Otóż cała wioska, trochę rozespana zimą jakby zapomniała o dziwactwach Welesa, co nie wiadomo co przynieść miały, o bękartach porośniętych niczym ptaszęta, które z ich dziatwą na śniegu biegały . A dyć chłop co garnce czynić umiał wiedział coś o tym zdarzeniu.

Okazało się, że wszechmocny Weles nie tylko w owej wiosce był ale zrobił dzieciaki jeszcze wielu innym dziołchom, co w sobótkową noc na hasania miłosne pobiegły. A i tam w owych wioskach dziatwa zrodzona ze związków dziwnych tak wielce, do ptaszników podobieństwa miała nie mało. Chłop wybełkotał też( bo gęba wykrzywiała mu się od jagodowego picia okrutnie) że i tamte dziołchy wchłonęły bele ze ścian, że i one zamieszkały jak cienie po wsze czasy w drewnach.
Warto też wspomnieć co więcej jeszcze chłop gadał.W noc ową, gdy to deszcz siarczysty z nieboskłonów lał, jasna łuna przebiła ciemność a gorąco jej spaliło drzewa, choć mokre były przeokrutnie. To znaczyć miało, że Weles wszechmocny i z Perunem w konszachty się wdał.

Na gadanie takie chłopy zadumały się... ale, że beczułka jeszcze nie pusta była, szybko w zapomnienie poszło dumanie wszelkie.
Rankiem wszytkie chłopy pokotem w chacie leżały. Żaden też pilnować ognia nie mógł, to też w izbie ziąb panował niezgorszy.
Baby nakarmiwszy dziatwę jęły budzić tamtych- a problemów miały przy tym co niemiara( toć któremu palce u nogi zamarły, to znów który łeb miał rozcięty z gadaniny zbytniej chyba). Lecz, gdy słońce swą tarczę wciągnęło na nieboskłon chmurzasty, wreszcie do porządku wszystko wracać poczęło. Chłopy pamiętały gadania garncarza i o nich pleść babą poczęły.
Tamte zrazu słuchać nie chciały ale... zastanowienia im to niemałego przysporzyło. I tak dziwactwa podglądać zaczęto.

Poznan- bo tak garncarz zwać się kazał- wskazówek udzielał. Trza było dyskretnie dziwactwa podchodzić co by ich nie strachać i trza było w noc długo nie spać, bo toć one też nie spały.
Chłopy, więc dyżurowanie zaczęły. No... i po dzionkach kilku okazało się, że małe dziwactwa chodzą na nóżkach jeno przy słońcu, nocą fruwają a słuch u nich jak u zwierza jakiego. Piórka im urosły i w skrzydła się zamieniły, co niczego dobrego wróżyć nie miało. Ludziska bać się poczęli. Składali, więc zwierzaki w ofierze cienią matek i modły do Piaska- pana wszytkiego- czynili.
No i... pomogło. Ranka, któregoś kiedy to Wielka Biała Pani na odejście się szykowała, dziwactwa zniknęły. Dziatwa szukała ich wszędzie ale na próżno.

- A dyć zostawta je. To ja wam mówię, że Piasek zabrał je do krainy dalekiej a może chciał je pokazać innym dziwactwom.

Gadał Poznan a ludziska mu wierzyły, toć przecie jakie nieszczęście przynieść mogły.

Tymczasem bruzdy odmarzać zaczęły. Poznan zostawiwszy kilka dzbanków i garnców ślicznie zdobionych, odszedł. Baby dalej ofiary składały dzieciom matek w chacie a po cichu szlochały nad losem dziwactw maleńkich. Niedługo jednak szloch ów wysłuchany miał zostać.




× × ×

← rodział poprzedni Δ

× × ×

Δ rodział następny →
· Opowiadania ·



¥ Kai Fist - Strona główna ¥