Krystian Włodarczak

Opowiadania Niezaprzeczalnie Dobre

Przesłanie




Rozdział 01

Dzień, jak co dzień. Pogoda do niczego. Ledwie kilka stopni powyżej zera. Ciemne chmury, które od północy bardzo wolno zmierzały w kierunku miasta, nie zapowiadały bynajmniej wiosennej sielanki. Zapewne, gdyby nie tłumy młodzieży wałęsającej się po ulicach, nikt by nie zauważył, że to nie jest zwykły, kwietniowy dzień. Zbliżała się godzina trzecia, ulubiona pora dla dzwonu, którego donośny, ale dość wredny głos można usłyszeć prawie w całym mieście. Mimo, że to Wielki Piątek, dźwięk serca nękającego ściany dzwonu taki jak zwykle. Ludzie zabiegani... . Każdy gdzieś idzie, gdzieś zmierza, ma jakiś cel. Jeden idzie do banku, inny na pocztę, jeszcze inny jedzie po żonę do pracy, żeby później udać się do hipermarketu. Jest przyczyna, jest skutek, są konsekwencje. Nic nie dzieje się bez przyczyny, z przypadku. Wśród tych wszystkich osób jest ktoś wyjątkowy. Na plecach niesie plecak - jak większość. Schludnie ubrany w jeansowe spodnie. Kurtka zielona - kolor nadziei. Ulubiona barwa. Uwielbia oglądać przez okno drzewa, które z dnia na dzień stają się coraz bardziej zielone. Pokój wymalowany na kolor wiosennej trawy. Każdy, kto zawita do tego pomieszczenia czuje się zrelaksowany, odprężony. Gospodarz zbiera pochwały za doskonały gust. W plecaku niesie sznur, a może linę. Dobre pięć metrów, najbardziej wytrzymała, jaką udało mu się wykombinować. Ma na imię Adam. Idzie się powiesić... .

Nie on pierwszy i nie ostatni. Nastolatek, jakich wielu. Ma swój ulubiony zespół. Aparat ortodontyczny na zębach. Dostaje kieszonkowe - nie jest to jakaś astronomiczna kwota, ale na błahostki wystarcza. Nie pali. Od czasu do czasu wypije piwko albo trzy. Tak dla smaku żeby się zrelaksować. Wtedy nawet złamana gałązka potrafi rozśmieszyć. Raz zapalił blanta, ale później źle się czul i już więcej nie próbował. Do kościoła nie chodzi - przecież to nie jest modne. Co ja będę z siebie katola robił? Jeszcze mnie ktoś zobaczy i co wtedy będzie?

Mimo to lubi chodzić na pielgrzymki. Można poznać nowych ludzi. Dobrych znajomych nigdy za wiele. Nie wszyscy podążają pieszo, żeby mieć bliżej do nieba. Czasem się idzie, bo koleżanka prosiła. Trzeba zaimponować. Nie jest draniem... . Nigdy nie skrzywdził dziewczyny. Jeśli trzeba było to z kwiatkiem przepraszał. Starszej pani z klatki obok zawsze chętnie śmieci wyniesie albo w zakupach pomoże. Kiedyś zdarzyło mu się patrzeć całą noc w gwiazdy. Calutką noc. Na widok spadającej gwiazdy zamknął oczy i pomyślał marzenie. Nie wiedział wtedy jak bardzo zmieni to jego życie. Przecież ktoś stworzył te gwiazdy. Ktoś sprawił, że świecą tak pięknie, że możemy je podziwiać i marzyć. Każda planeta, każde ciało niebieskie ma swojego opiekuna. Tylko, kto o tym wie... . Adam poprosił o kogoś wyjątkowego, kogoś, kto odmieni jego życie. Sprawi, że będzie wiedział, po co codziennie zrywa zasłonę snu. Poprosił o tę Jedyną.

Idzie spokojnie, nigdzie mu się nie spieszy. Głowa opuszczona, wzrok wlepiony w przesuwające się metry chodnika. Mija wiele osób. Żadnej nawet przez myśl nie przeszło, że mija właśnie samobójcę. Tak samobójcę. Osobę, która dobrowolnie, przez nikogo nie zmuszona, pragnie odebrać sobie życie. Ten najcenniejszy skarb dany nam przez Stwórcę. Zerwać ze sobą, ze swoimi problemami. Nie zdaje sobie sprawy, że zostanie przez to skazany na wieczne potępienie. Ale skąd ma wiedzieć?

Już od dawna wie, gdzie targnie się na własne życie. W tym samym miejscu ktoś go znajdzie. Kogoś przerazi widok bezwładnego młodego człowieka, kołysanego przez wiatr niczym złamana gałąź, ktoś spojrzy w jego twarz. Co z niej odczyta? Po jakimś czasie matka odbierze telefon: "Mam dla pani hiobowe wieści, pani syn właśnie się powiesił".

Nie będzie długo wisiał. Często tędy ludzie przechodzą. Chce, żeby go jak najszybciej znaleziono.




 

× × ×

Δ rodział następny →
· Opowiadania ·



¥ Kai Fist - Strona główna ¥