Rozdział 01
Tak oto zaczyna się nowy rozdział w życiu młodej dziewczyny. Niesamowicie szczęśliwa powoli odkrywała cóż znaczy kochać. Dzięki Dawidowi mogła dokładnie poznać na czym polega partnerstwo, prawdziwa przyjaźń ,zaufanie, niekiedy zazdrość, ale sporadycznie. Miała w końcu w kimś prawdziwe oparcie, mogła z nim porozmawiać o wszystkim, czuła się przy nim bezpiecznie. Wiedziała ,że doświadcza czegoś na co czeka każda kobieta w życiu. Czasem nie mogła uwierzyć we własne szczęście i próbując szukać dziury w całym zastanawiała się na przykład dlaczego Dawid nadal spotyka się czasem z Szakalem? Przecież to okropny chłopak! Za nic nie mogła pojąć co też mają ze sobą wspólnego ,lecz gdy ukochany odpowiadał:
- Och Pati, mówiłem Ci setki razy, znam się z nim od dziecka, to mój jakby nie było kolega, czasem czegoś potrzebuje i chyba nie wypada bym go pozostawił bez pomocy?
Na te słowa Patrycja natychmiast ganiła się z duchu ,że mogła źle ocenić Dawida i znów stawiała go sobie na piedestale.
Niestety pewnego dnia wydarzyła się tragedia, matka Dawida zmarła...
Nie wiedziała jak może pomóc ukochanemu, nie opuszczała go na krok, by nie popełnił głupstwa. Wiedząc, że żadne słowa nie przyniosą ukojenia milcząc po prostu przy nim była. O nic nie pytała.
Kilka dni później podsłuchała rozmowę własnej matki z ojcem:
- Ja nie wiem ,czy nie powinniśmy jej zabronić się spotkać z tym chłopcem, skoro pochodzi z TAKIEJ rodziny?! Jak ojciec mógł to nie wiadomo co i w nim siedzi...
- Może i masz rację...niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Patrycja nic nie mogła pojąć z tych słów, zupełnie zagubiona ,oszołomiona i przestraszona wizją rozstania z Dawidem wybiegła z domu.
Nie mogąc opanować łez przysiadła na ławce w parku i poddała się ogarniającym ją emocjom. Powoli dochodząc do siebie starała się pojąc o co też chodziło rodzicom. Postanowiła iść najpierw do swego lubego i dowiedzieć się co ma do powiedzenia w tej sprawie. Ruszyła przed siebie mijając bez wyrazu na twarzy przechodni. Po raz pierwszy chyba wchodziła po schodach do mieszkania Dawida z takim strachem i niepokojem.
- Cześć, przyszłam na chwilkę.- powiedziała niepewnie, nie pytając jak się czuje bo wiadomo, że źle.
- Co słychać u Twego ojca, jak on się trzyma?- i zaraz pożałowała tych słów.
Po raz pierwszy poczuła na sobie tak zimne i jednocześnie pełne gniewu spojrzenie tak przecież kochanych i uwielbianych oczu.
- Co wiesz o nim?! Ktoś Ci już nagadał?
- Ależ Dawid ,ja tylko chciałam...ja tylko tak pytam co u niego...ja nic nie wiem....-ledwo powstrzymała kolejną fale łez.
- Nic nie słyszałaś?!
- Nie... - szepnęła bez przekonania - Dawid powiedz o co chodzi, stało się coś ?
Dawid milczał przez jakiś czas co doprowadziło Patrycję do skraju wytrzymałości.
- Wiesz jak zginęła moja matka?
Smutek natychmiast znikł z jej twarzy ustępując zdziwieniu.
- No....nie wiem dokładnie, chyba chorowała na serce ....tak?
- Nie!- wykrzyknął niemal jej w twarz, przerażona zamknęła oczy a spomiędzy palców zaczęły cieknąć łzy.
- To mój cholerny ojczulek się do niej dobrał! Zatłukł ją na śmierć ,jakby była jakimś zwierzęciem!! A za co?! Za nic! Obrywała za byle co! A ja nic nie mogłem poradzić, ona nie chciała pomocy, mówiła ,że mu przejdzie, że to chwilowe...gówno prawda! Przez jej uległość wpadał w jeszcze większy szał! - w porywie zaczął niespokojnie chodzić po pokoju, wykrzyczał jeszcze inne słowa, których już Patrycja nie była w stanie zrozumieć. Stała pośrodku pokoju i nic nie mogła zrobić.
- Ja...ja...nie miałam pojęcia, nigdy nic nie mówiłeś....skąd mogłam...- w jednej chwili zamarła. Jego wzrok omal jej nie zabił.
- Nie no Pati, przepraszam... ja nie chciałem, wybacz mi.
- Dobrze kochanie, już. Nic się nie stało.- Uśmiechnęła się do mnie jak to ma w zwyczaju, gdy tylko coś między nami zgrzyta. Ma niesamowicie kojący uśmiech.
- Pomóc Ci w czymś? Może obiad zrobię co?- spytała chcąc najwyraźniej zająć czymś ręce.
- To chodź do kuchni, coś tam chyba mam w lodówce.
I poszliśmy. Jednak ja nadal czułem w sobie gryzący gniew...
Zjedliśmy coś a potem Pati wyciągnęła mnie na spacer, który wbrew moich przypuszczeniom trochę mi pomógł. Ta dziewczyna jest niesamowita. I jest moja. Tylko moja.
Potem odprowadziłem ją do domu a sam wróciłem do siebie. Przez chwilę miałem ochotę skręcić do... ale co by to dało, wiem że nie wytrzymałbym patrząc na niego i pewnie zabiłbym go.
W domu cisza. Nikogo nie ma.
Siedzę na tapczanie, w telewizorze coś mruga ale chyba nie do mnie... znów pada deszcz, wkurza mnie już to stukanie o parapet.
Tak mija kilka dni.
Pewnego ranka znów słyszę stukanie. Tym razem do drzwi.
- Cześć- zaszczebiotała. Taką radość w głosie ma tylko ona.
- Hej, sorry ale właśnie spałem dlatego to tyle trwało...
- Nie ma sprawy, mogę wejść?
- Jasne wchodź- I w jednej chwili uświadomiłem sobie do jakiego chlewu ją zapraszam.
- Poczekaj! Yyyy wiesz ja ostatnio nie sprzątałem, może pójdziemy na spacer co? Tylko się ubiorę?
Rozbrajający uśmiech i już była w środku.
- Nie szkodzi zaraz tu posprzątamy.
Jednak podczas porządków wyczuwałem, że coś jest nie tak. Chciała mi chyba coś powiedzieć ale strasznie się bała. W końcu sam zahaczyłem i się dowiedziałem...
- Dawid, moi rodzice nie chcą byśmy się spotykali...
Powiedziała to z takim smutkiem na twarzy, że zrobiło mi się jej okropnie żal. Wyglądała jak skrzywdzone dziecko, niczemu winne, nic nierozumiejące, dotychczas ślepo wierzące, że wszystko na świecie jest dobre.
- Ale ja Cię kocham! Czy oni tego nie rozumieją?
- Tak, wiedzą...chyba, wiesz oni chyba zapomnieli jak to jest- słabiutki uśmiech próbujący zakryć zmieszanie.
Mimo bólu wiedziałem, że jest możliwe iż tak nią pokierują, że w końcu sama zdecyduje się ode mnie odejść.
- Co chcesz zrobić?- spytałem bez ogródek.
- Ja?! Dawid, przecież ja Cię kocham! Nie zostawię Cię za nic w świecie, niech mówią co chcą ja w to nie wierzę.
- Co mówią?- zaczynałem się niepokoić.
- No....różne głupstwa, ale nie przejmuj się ja im nie wierzę, naprawdę.- Powiedziała to patrząc na mnie wielkimi, szklistymi oczyma.
- Ale co mówili, Pati to ważne, powiedz mi.
Jakby zasznurowała usta. Widząc, że nie ma zamiaru mi odpowiadać postanowiłem rozwiązać jej usta. Pocałowałem ją.
- Kocham Cię, rozumiesz? Jeżeli i Ty mnie kochasz to powiedz, co mówili Ci na mój temat.
- Kocham...przecież wiesz. Mówili, że...mówili, że skoro Twój ojciec dopuścił się takich czynów to Ty wyrastając w takim domu też z pewnością możesz kiedyś postąpić. Że skoro macie te same geny to jesteś po prostu obciążony. Że jeżeli z Tobą zostanę to może stać mi się krzywda. Że najlepiej będzie jak o Tobie zapomnę. Że nie jestem jeszcze dorosła by wiedzieć co jest dla mnie dobre a co złe. Że jak nadal zechce się z Tobą spotykać to wyprowadzimy się gdzieś i więcej Cię nie spotkam. Że...-w tym momencie nie wytrzymała i padając na kolana zaczęła płakać i szlochać.
- Ale... ja Cię kocham Dawid, ja Cię... nie zostawię...
- No już dobrze...wiem, ja też Cię kocham, nie pozwolimy im zniszczyć naszej miłości. Jestem jedynym światełkiem dla mnie na tym zepsutym świecie i nie zrezygnuję z Ciebie choćby nie wiem jakie kłody mi rzucali pod nogi.
Podniosłem ją z podłogi i usiedliśmy na kanapie, tam wtuliła się we mnie i milczeliśmy chwilę wsłuchując się w uspokajający się powoli jej oddech.
- Dawid, to co my teraz zrobimy?
|