Natalia Jasińska

Opowiadania Niezaprzeczalnie Dobre

Astygmatyzm Miłości




Rozdział 02

 
- Uciekniemy... - sama bałam się tego co mówię, no ale powiedziałam.
- Oszalałaś?! Chcesz żeby Twoi rodzice mnie zabili!?
- Nie no coś Ty, słuchaj uciekniemy gdzieś gdzie nikt nas nie znajdzie, będzie nam razem dobrze, będziemy mieli siebie, zobaczysz będzie super, ja wezmę swoje pieniądze z konta na które składa mi kasę babcia i możemy jechać!
- Kochanie, jesteś tego pewna? Wiesz, przyznam się, że też chodziła mi ta myśl po głowie, no ale jakby dorwali nas Twoi rodzice to już po mnie, sama rozumiesz...- wydawał się dziwnie ostrożny, nie miałam pojęcia dlaczego nie podziela mego entuzjazmu, ja przecież chciałam z nic uciec! Jak na romantycznym filmie, od rodziny, domu, daleko... echh, a ten mi marudzi.
- Posłuchaj, ja jestem gotowa wziąć na siebie ciężar tej decyzji a Ty?

Jego szelmowski wzrok mi wystarczył. Jedziemy! To szalone ale uciekam z domu! Z moim ukochanym! To cudowne. Jejku muszę się spakować, wziąć kosmetyki, ciuchy, jakieś jedzenie, kupić potrzebne do przeżycia rzeczy...

- Kiedy?- spytał zniecierpliwiony, teraz zauważyłam, że i on jest podekscytowany tą myślą.
- Choćby i jutro! Ja muszę się tylko spakować, wziąć pieniądze, potem zrobimy zakupy i gotowe.
- Może tak w poniedziałek? Wytrzymasz tyle? Ja bym coś jeszcze pozałatwiał....i możemy ruszać, ok.?
- No dobrze. - Jakoś nie bardzo byłam pewna o co mu chodzi, jakieś sprawy? Co on ma na myśli? Może przeraziła go myśl, że chcę z nim uciec?!

Nie. Chyba nie. Nie no skąd, przecież się cieszył, widocznie ma jakieś sprawy i tyle. I tak mnie kocha!

Kolejne dni wlekły się niemiłosiernie. Starałam się ułożyć sobie cały plan z głowie, wybrałam już pieniądze z konta, rodzice chyba nie zauważyli u mnie jakiś zmian, nie odwiedzałam Dawida, żeby ich nie denerwować. Wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik. W niedzielę zatelefonowałam do wspólnika ucieczki i umówiliśmy się na 9.30. na Dworcu Głównym.
Jestem tak podekscytowana, że nie wiem czy zasnę tej nocy!...To ostatnia moja noc z rodzicami... Ale sami tego chcieli! Jak mogli mi zabronić spotykać się z Dawidem?! Te ich domysły były absurdalne.

No i nadszedł poniedziałek.... Chłodny poranek, mgliste promienie słońca próbujące przebić się przez liczne chmurki, my... Dawid w swej ulubionej kurtce nerwowo ściskający mnie za rękę jakby się bał, że zaraz ucieknę ( kto wie czy tak nie było! ) i obok ja, obładowana plecakiem, torebką, siatkami z uśmiechem na ustach i głową pełną szalonych myśli. Nawet się nie oglądaliśmy za siebie, pewnie szliśmy przed siebie wiedząc, że podjęliśmy decyzję która zmieni nasze życie, pełni nadziei, że na lepsze. Wsiedliśmy do pociągu i ruszyliśmy, przed siebie, do nieznanego, obcego, zakazanego... cudowne uczucie.
Za szybą migały różne widoki, rozmazywały się pod wpływem prędkości, co jakiś czas zatrzymywały się i mogłam się im poprzyglądać. Były to jakieś równiny, lasy, czasem goniliśmy ptaki na niebie. Po kilku godzinach ukazał nam się cudowny widok... zachodzące słońce. Wymarzony widok dla pary zakochanych. Wtuliliśmy się w siebie i podziwialiśmy jak ognisto pomarańczowa kula chowa się ( za szybko niestety) za drzewa.

- Gdzie nocujemy?- spytałam czując nadchodzący wieczór. Nie dogadaliśmy się do końca w tej kwestii, byłam ciekawa czy Dawid ma jakiś plan.
- A nic nie załatwiłaś?

Struchlałam...

- No wiesz... myślałam o tym, ale doszłam do wniosku, że razem cos załatwimy. Poza tym nie byłam pewna gdzie wylądujemy, myślę, że schronisko to dobre miejsce na początek, jest tanie. Nie sądzisz?
- Kochana Pat, jak zawsze myślisz o wszystkim - czuły pocałunek i już znów jesteśmy szczęśliwi. Bałam się, że się rozzłości. Na szczęście wcześniej sprawdziłam kilka schronisk na czarną godzinę.
- Patrz, chyba wysiadamy, to tu prawda? - spytałam podekscytowana.
- Tak, jesteśmy na miejscu. No kochanie, wkraczamy w zupełnie nowy świat!

Moja radość była niedoopisania. Cieszyłam się jak dziecko gdy dostaje zabawki lub jak dorosły osiągający swój sukces, ja na razie byłam pomiędzy nimi. Nie mieliśmy za wiele czasu na zwiedzanie mieściny w jakiej się zatrzymaliśmy, więc zaraz ruszyliśmy do najbliższego PTSM-u. Tam czekały na nas łóżka z kocami, gorąca woda, prysznic. Zrobiliśmy sobie obiadokolację i położyliśmy spać.




× × ×

← rodział poprzedni Δ

× × ×

Δ rodział następny →
· Opowiadania ·



¥ Kai Fist - Strona główna ¥