Rozdział 03
Mhhhh, jak miło się spało. A kto tu się krząta? I gdzie ja w ogóle jestem?!
Aaa, no tak, wczoraj przyjechaliśmy tu z Pati. Całkiem fajne miejsce wybrała. Świetnie mieć ją przy sobie.
- Witaj kochanie.
- Ooo cześć, już nie śpisz? Nie chciałam Cię obudzić- jak zwykle troskliwa....
- Nie, nie obudziłaś mnie. Co na śniadanko?- przyznam, że zgłodniałem późno chyba dość było- Która godzina?
- Zaraz dziesiąta będzie, a na śniadanie zrobiłam nam bułki z dżemem i herbatę zaraz zaparzę.
- Brzmi pysznie! Już wstaję.
Nie wiem czy to jej zasługa ale dawno już nie wstawało mi się tak lekko, kiedy jest przy mnie ma się ochotę żyć!
- Proszę, to dla Ciebie, smacznego.- wręczyła mi talerz dołączając do niego swój czarujący uśmiech.
- Dzięki kochanie.
Tak mniej więcej wyglądał nasz pierwszy poranek, pierwszy w nowym otoczeniu, nawet ładnym otoczeniu. Dokoła las, droga niezaruchliwa, spokój, wszystko to o czym się czasem marzy. Postanowiliśmy zwiedzić okolice i rozejrzeć się za jakimś mieszkankiem, kawalerką czy czymś takim oraz pracą.
Po kilku godzinach spaceru nie myślałem już o niczym innym jak łóżku w schronisku i kilku smakołyków Patrycji, jednak ona pełna werwy i zacięcia postanowiła chodzić dopóty, dopóki czegoś nie znajdziemy. Ostatkiem sił doczołgaliśmy się do domku pewnej starszej kobiety.
- Dzień dobry! Możemy na chwilkę?- rolę rozmówczyni oczywiście przejęła Pati.
- Dzień dobry, a państwo w jakiej sprawie?- srebrnogłowa kobieta ugięta pod napływem czasu wyglądała na całkiem sympatyczną babcię, tylko trochę nieufną ( te kobiety...)
- Nazywam się Karolina Celińska a to mój narzeczony Marek Barciszewski, chcieliśmy się dowiedzieć czy można u pani wynająć lub odkupić część posesji?- ta kobieta mnie zadziwia, na zawołanie potrafi kłamać jak z nut! Trzeba to sobie zapamiętać...
- Narzeczeni?... No to proszę, wejdźcie do środka, porozmawiamy.- i ku memu zaskoczeniu kobieta wpuściła nas do domu.
- Ile macie lat? Pracujecie gdzieś?
- Dopiero co tu przyjechaliśmy proszę pani i pracy jeszcze szukamy, ale zapewne niebawem znajdziemy ją. Ja mam 20 lat a Marek 23.
- A co on tak nic nie mówi?
- Och on jest nieśmiały- i się roześmiały patrząc na mnie, mało się nie zapadłem pod ziemię...- Poza tym uważa, że takie sprawy najlepiej załatwiają kobiety.
- Tak? Muszę powiedzieć panie Marku, że całkiem słusznie pan myśli. To może mógłby pan zobaczyć u mnie w kuchni kran, jakoś ostatnio ciągle kapie i nie mogę sobie z nim poradzić...a my tymczasem porozmawiamy sobie apropo waszego kącika u mnie.
Na szczęście trochę się znałem na tym więc bez mrugnięcia okiem zostawiłem je same i poszedłem pokombinować przy kranie babci. Okazało się, że wystarczy zmienić uszczelkę. Drobiazg, powiedziałem, że wyskoczę na miasto kupić ją i zaraz wracam. Zauważyłem, że Pati świecą się oczy to znaczy, że wszystko idzie świetnie i chyba znaleźliśmy sobie mieszkanko! Bardzo mnie ucieszyła ta myśl. Nareszcie wolni, wyzwoleni od kontroli, bez nadzorów, sami....cudowne perspektywy.
Teraz ciekawe ile ta pani zażyczy sobie za to mieszkanko, skąd my weźmiemy pieniądze? Ciekawe ile ma Pati, nie mówiłam mi ile ma. Ciekawe ...
- Podejdź tu chłopcze - powiedziała kobieta, gdy naprawiłem już ten kran. Podszedłem.
- Jakie masz zamiary wobec tej panny?
No to pytanie mnie zamurowało. Co powiedziała Pati? Co powinienem powiedzieć ja? Czy powiedzieć prawdę?
- My się bardzo kochamy z ....Karoliną, mamy zamiar po ustatkowaniu się wziąć ślub.- Yyyyych, o mały włos bym nas nie wsypał!
- A czy chcecie mieć w przyszłości dzieci?
No co za wścibska baba! Co ona sobie myśli, że skoro jest stara to może sobie pozwalać na co chce? O mało nie wrzasnąłem, że to nie jej interes.
- Jeszcze się nad tym gruntownie nie zastanawialiśmy, prawda kochanie?- cała nadzieja w Pati!
- Tak Marku, wie pani w tych czasach trzeba mieć pieniądze by móc sobie pozwolić na taki luksus jakim są dzieci, choć bardzo byśmy pragnęli je mieć , najpierw chcemy się ustawić jako tako w życiu.- Ona mnie zadziwia, tak zmyślać! To aż zastanawiające....a może ona nie zmyślała?!
Dzieci? Ja ojcem?!
Nie, no przecież jestem jeszcze młody, 19 lat to jeszcze nie ten wiek, jeszcze kilka lat przede mną bez obowiązków. A ta by chciała mnie już uwiązać, co za kobiety, każde kochają dzieci a pieniądze kto ma przynosić? My! Co za ...ech no nic , najpewniej zmyślała....mam nadzieję.
- To cudownie, że macie takie podejście, naprawdę urocza z was para. Może zechcielibyście przyjąć me zaproszenie na obiad? Troszkę późno ,ale może jednak?
Nie sposób było odmówić.
- Ależ nie chcemy sprawiać pani kłopotów - No co też ona plecie, ja jestem głodny jak wilk!
- Drogie dzieci to żaden problem, zapraszam.
- Skoro tak... ślicznie pani dziękujemy.
No i zostaliśmy u niej na obiadku, całkiem smacznym a potem dogadaliśmy się w sprawie mieszkania wspólnego. Okazało się, że rodzina te pani chce ją odesłać do domu starców i chciała oddać dom pod opiekę kogoś zaufanego. Za takich uznała nas. Mieliśmy masę obowiązków ale do tego mieszkanie całe dla nas1 Oczywiście sami mieliśmy płacić rachunki, czynsz, telefon, jakieś usługi bo podobno często się tu coś psuje. W każdym razie mieliśmy dach nad głową!
- To niesamowite nie uważasz?!- Pati oczęta znów iskrzyły, cieszyła się jak małe dziecko.
- Tak kochanie, Ty jesteś niesamowita, dzięki Tobie mamy mieszkanko, gniazdko dla siebie!
- No i dzięki Twoim zdolnościom, gdybyś nie wymienił jej tej uszczelki to nie wiem czy tak ciepło by nas przyjęła. Jejku nie mogę uwierzyć! Dawid mamy mieszkanie!!
W drodze do schroniska ( w którym mieliśmy przenocować jeszcze tylko tydzień) unosiliśmy się chyba kilka centymetrów nad chodnikami. Rozpierała nas radość, zaczęliśmy śpiewać, w małym parku nawet tańczyć! Co nie bardzo już spodobało się mijającym nas ludziom, ale nie mogliśmy się powstrzymać! To był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Mogę śmiało powiedzieć, że zapomniałem na dłuższą chwilę o matce... i ojcu za kratami... .
|