Rozdział 05
No i nareszcie zaczyna być miło. Takie życie to ja rozumiem!
Tylko trzeba poszukać pracy. Hmmm może tak zadzwonić do Szakala? Pewnie by miał jakąś fuchę dla mnie.
........
- Szakal?
- Nie, primadonna....o co chodzi?
- Tu Dawi...
- Oooo! A Ciebie gdzie wywiało?
- Nieistotne, masz coś dla mnie?
- Hmm, może i mam.
- No to nie kręć tylko mów co i jak.
- Ale mów najpierw gdzie jesteś bo nic nie załatwimy.
- W miasteczku niedaleko Zielonej Góry...
- Hmm, to nawet całkiem nieźle się składa, słuchaj...
Wyjaśnił mi wszystko co i jak. No to czyli mam kasę! Super, Pati się ucieszy.
Ona ostatnimi dniami promienieje, aż miło patrzeć na nią bo od razu poprawia się humor.
........
- Cześć kochanie, gdzie byłeś?
- Wyobraź sobie, że znalazłem ogłoszenie w gazecie, że potrzebują pomocy w jakimś sklepie, no i dzwoniłem tam.
- Ooo! To świetnie i co?
- I przyjęli mnie, no na razie na kilka dni, ale...- więcej powiedzieć nie zdołałem.
- Nareszcie zaczniemy żyć normalnie! To cudownie, tak się cieszę - zaskoczyła mnie troszkę jej radość. Uwiesiła mi się u szyi i szczebiotała ze szczęścia jak małe dziecko, ale to w niej kocham.
- Słuchaj musiałbym pojechać dzisiaj na kilka godzin i pozałatwiać formalności.
- No to pojedziemy razem, bo ja zakupy muszę zrobić.
- Ale wiesz to w inną stronę jest...- hm i jak tu się wykręcić...
- Aha....no to, no dobra, to Ty idź a ja jeszcze herbatę wypiję i sama pójdę.
- Na pewno? Może razem pójdziemy na zakupy? Przecież to chwila, potem sam pojadę do tego sklepu.
- Jesteś kochany, już się ubieram.
Ufff, zakupy na takim odludziu to chwila, a potem.... heh...
........
- Już mamy wszystko?- pytam.
- Tak misiu, a coś Ty taki zniecierpliwiony, jesteś umówiony na konkretną godzinę?
- W sumie...
- To nie ma sprawy, ja sama sobie poradzę, to kilka siatek a Ty pędź żebyś nie stracił tej posady, dobrze?
- Na pewno dasz sobie radę?
- Tak.
- No dobra to ja lecę w takim razie, trzymaj się słonko.
- Ty też, pa!
- Pa!
No i poszło jak po maśle.
Nie przypuszczałem, że Szakal ma takie kontakty, żeby aż pod Zielona Górą mieć swoich dostawców? No ale, ja na tym tylko korzystam. Ciekawe czy często będę mógł się tam wkręcać... Pewnie po kilku razach zaufa mi do tego stopnia, że sam będę mógł tu kierować interesem. No to byłby raj na ziemi...
Patrycja....
za kilka dni mieszkanko...
teraz interesik z Szakalem...
Bosko...bosko!
No jeszcze jakieś dwa kilometry.
Heh, ale se kumple menelownie urządzili, niech ich...
- Haloo! Jest tu kto?!
- A Ty tu czego? - wydarł się jakiś gardłowy głos, którego pochodzenia nie mogłem zlokalizować.
- Z polecenia Szakala! jestem.
Dały się słyszeć tylko jakieś szepty typu "...wpuść go..." i otworzyły się nad wyrężone, zbutwiałe z lekka drzwi starej chałupy. W środku oczywiście ciemno jak w .... i do tego śmierdzi stęchlizną. Boże, co za nora! Skąd oni ją wzięli?! To już innych miejsc nie ma?
- No co się tak kolega rozgląda? Takie życie.- odpowiedział na moją widocznie głupią minę jakiś dziadowaty choć nie stary facet.- Co masz dla Nas?- spytał.
- Nic dla Was nie mam. Szakal mówił, że można u Was zarobić rozwożąc towar.
- Heh...tak mówił? No skoro tak mówił to i tak jest.
- Więc od kiedy mogę zacząć? Macie już coś?
- No spokojnie kolego...wszystko po kolei. Przydałoby się najpierw wdrożyć Cię z temat. Dawno tu mieszkasz? Jakoś Cię nie kojarzę...
- Nie, dopiero co przyjechałem. Ale wystarczy kilka kursów i będę znał tę norę jak własną kieszeń - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu pewny siebie, ale oni jakoś nie bardzo chyba chwytali...
- Się nie wymądrzaj tu, tylko słuchaj co masz robić. Najpierw pojedziesz razem z ...
........
No i po kilku godzinkach zarobiłem pierwsze pieniądze.
Ale raczej je schowam, przecież Pat nie uwierzy, że od razu mi zapłacili....Hmm będę zbierać. I za jakiś miesiąc przyniosę jej pieniądze. No ale też nie wszystkie...to by było za dużo...
No to się wyda! Żaden problem przecież, lub schowam na później, nie wiadomo jak długo dadzą mi tam się kręcić.
|